Dzieci a bieganie: jaki trening dla małych biegaczy

Dzieci a bieganie: jaki trening dla małych biegaczy

Jak mądrze wprowadzać dziecko w bieganie? Etapy, odpowiednie dystanse i zasada numer jeden: najpierw zabawa i radość, a dopiero potem rywalizacja.

Dzieci, które dorastają w domu pełnym ruchu, najczęściej same garną się do aktywności. Bywa jednak różnie: jedne chcą być dokładnie takie jak biegający rodzice, inne odbijają się od „sportowych szaleństw” mamy i taty. Sztuka polega na tym, żeby pasję zaszczepić, a nie wymusić. Poniżej podpowiadamy, jak mądrze prowadzić małego biegacza przez kolejne etapy: od wesołego truchtania po pierwsze prawdziwe starty.

Zarazić, a nie zmusić

Czy dziecko trzeba zmuszać do biegania? Absolutnie nie — pod jednym warunkiem, że nie zabijemy w nim naturalnej radości z szybkiego przebierania nogami. Maluchy biegają tak, jak lubią: raz na pełnej prędkości, raz spokojnie, czasem obok rodziców. Łączy je jedno — uśmiech i satysfakcja z pokonanego dystansu, niezależnie od tego, czy liczy się go w metrach, czy w kilometrach.

Niestety wielu rodziców już na samym starcie funduje swoim pociechom bieg z przeszkodami. Zamiast wspierać, naciskają. Warto więc zatrzymać się na chwilę i przemyśleć kilka rzeczy:

  • jak trenować z dzieckiem, żeby go nie zniechęcić;
  • jakie dystanse są realnie odpowiednie dla malucha;
  • czy bieganie ma zostać hobby, czy ma się stać czymś więcej.

Głos doświadczonej biegaczki

Karolina Nadolska (znana też pod panieńskim nazwiskiem Jarzyńska) to jedna z najlepszych polskich biegaczek. Wystartowała w maratonie podczas igrzysk olimpijskich w Londynie, jest też rekordzistką Polski na 10 000 metrów, w biegu na 10 kilometrów oraz w półmaratonie. Swoją karierę rozpoczęła stosunkowo późno, bo dopiero w wieku 17 lat — a pierwsze zwycięstwo zaliczyła, gdy w liceum „przepadły” jej cztery lekcje i poszła na zawody.

Mimo własnych sukcesów Nadolska nie zamierza robić ze swojej córki zawodniczki na siłę. Dziewczynka pozna atmosferę obozów treningowych i będzie jeździć z rodzicami, ale to, czy w ogóle zechce ćwiczyć, dopiero się okaże. Sama biegaczka mocno podkreśla, że realizowanie własnych niespełnionych ambicji kosztem dziecka to poważny błąd. Jednocześnie nie ukrywa, że to właśnie sport ją wychował — nauczył wielu rzeczy, czasem przez trudne lekcje.

Etap I — zabawa

Najmłodsze dzieci bardzo często startują razem z rodzicami i to jest świetny pomysł — pod warunkiem że pamiętamy o jednej zasadzie: to jest bieg dziecka, a nie nasz. Jeśli maluch nie ma ochoty pędzić, tylko woli spokojnie dotruchtać do mety, nie popędzajmy go.

Na zawodach wciąż widać rodziców, którzy ciągną dzieci za ręce i krzyczą, żeby się pospieszyły. Taki start zapada w pamięć na długo — i to w najgorszy możliwy sposób. W kolejnych zawodach dziecko po prostu nie będzie chciało wystartować. Pierwsze biegi mają być przede wszystkim dobrą zabawą. Na ściganie przyjdzie jeszcze czas.

Oliwka, 3 lata

Oliwka, jak sama mówi, lubi biegać „sibko, sibko, najsibciej”. Jej mama, Kasia, wielbicielka biegania, próbuje zarazić pasją oboje dzieci, ale podchodzi do tego rozsądnie. Starszy syn, choć bardzo sprawny, dobiegnie do mety szybko, lecz bez przyjemności — więc mama go nie zmusza i pozwala mu trenować inne sporty. Oliwka natomiast właściwie nigdy nie chodzi, ona zawsze biega, i startuje w każdych dziecięcych zawodach, jakie się pojawią.

Problem zaczyna się w najmłodszej grupie, gdzie nadambitni rodzice nie pozwalają maluchom biec samodzielnie — ciągną je za ręce albo niosą na barana. Jesienią, w biegu na 100 metrów, Oliwka została przewrócona przez jedną z matek. Na szczęście wstała, otrzepała się i dobiegła do mety. To dobra ilustracja tego, że największym zagrożeniem na dziecięcym starcie bywają… dorośli.

Zosia, 4 lata

Zosia bardzo lubi biegać i jest dumna ze swoich medali. Biegała z tatą — „tak delikatnie, żeby butów nie zepsuć” — a mama, świetna biegaczka z kolekcją medali, na razie z nią nie ściga się na poważnie. Dla Zosi liczy się przede wszystkim to, że może robić to samo co mama: ma własne „buty biegowe”, po biegu odwiesza medal dokładnie w to samo miejsce co rodzicielka, a przed startem mama rysuje jej na ręce zegarek, bo przecież „bez zegarka się nie biega”.

Jej mama, Gabrysia, jest ambitna i przy własnych startach zależy jej na poprawianiu życiówki. Zauważa jednak, że Zosia jest jeszcze za mała na prawdziwą rywalizację — za to ogromnie lubi samą atmosferę ścigania. Dziewczynka dopytuje, czy przy każdym biegu są zawody dla dzieci, i potrafi się rozpłakać, gdy ich nie ma. Stąd prosty wniosek: dobrze byłoby, gdyby przy każdym biegu dla dorosłych organizowano też starty dla najmłodszych. To daje im mnóstwo radości.

Etap II — pierwsza rywalizacja

U najmłodszych liczy się sam udział, a dobiegnięcie do mety — choćby za rękę z mamą lub tatą — jest już pełnoprawnym sukcesem. Z czasem to się zmienia. Starsze dzieci chcą być bardziej samodzielne, a niektóre przedszkolaki zaczynają lubić rywalizację. To moment, w którym mądry rodzic ma dwa zadania:

  • wspierać dziecko w jego biegowych aspiracjach;
  • spokojnie tłumaczyć, że na zwycięstwo trzeba zapracować.

Dobrym przykładem jest historia utytułowanego ultramaratończyka Travisa Macy’ego, który w jednych ze swoich pierwszych zawodów wystartował, mając zaledwie 5 lat. Jego ojciec — odnoszący wielkie sukcesy w ultramaratonach, rajdach przygodowych i triathlonie — zachęcał syna i motywował go, ale nigdy nie krytykował jego porażek. Dzięki temu Travis wyrósł na pewnego siebie sportowca, który mimo osiągnięć prowadzi normalne życie, a bieganie wciąż jest dla niego pasją.

Ultranastawienie zaczyna się w głowie

Travis Macy uczy dziś innych tak zwanego ultranastawienia do świata. Twierdzi, że kształtuje się ono w umyśle niezależnie od wieku, a każde dziecko, któremu naprawdę zależy na sporcie i na udziale w zawodach, wyrabia w sobie chęć podejmowania wyzwań. To właśnie ta cecha pozwala mu walczyć, gdy podczas własnych biegów sił zaczyna brakować na którymś setnym kilometrze.

O czym pamiętać, prowadząc małego biegacza

Kilka prostych zasad sprawi, że bieganie zostanie dla dziecka źródłem radości, a nie przykrym obowiązkiem:

  • Nie zmuszaj. Zniechęcone dziecko traci naturalną radość z ruchu — a tę najtrudniej później odbudować.
  • To jego bieg, nie twój. Pozwól dziecku biec we własnym tempie, nawet jeśli woli truchtać niż pędzić.
  • Nie krytykuj porażek. Zachęcaj i motywuj — przykład Travisa Macy’ego pokazuje, jak owocuje wspierające podejście.
  • Nie realizuj własnych ambicji przez dziecko. Sport ma je wychowywać, a nie spłacać twoje niespełnione marzenia.
  • Dopasuj wyzwania do wieku. Najpierw udział i zabawa, potem rywalizacja — i to dopiero wtedy, gdy dziecko jest na nią gotowe.

Zarażając dziecko pasją do aktywności, dbasz o jego prawidłowy rozwój. Najważniejsze, by na mecie zostawał uśmiech — bo to on sprawia, że maluch zechce wystartować znowu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You May Also Like

Jak biegać ultramaratony?

Bieganie ultramaratonów to wyzwanie, które przyciąga coraz więcej pasjonatów biegania. Dla wielu biegaczy ultramaraton to nie tylko kolejny…