Psychika biegacza: wygraj z własną głową

Psychika biegacza: wygraj z własną głową

Trening mentalny dla biegaczy: zaufanie, cierpliwość i analiza. Jak przestać zwalniać przez negatywne myśli i zacząć biegać z głową po swojej stronie.

Tygodnie, a często miesiące rozłożone na treningi, pilnowanie diety i regenerację. Na kolejnych wybieganiach masz wrażenie, że forma rośnie. A potem nadchodzi dzień startu, pada strzał i po przekroczeniu mety zamiast satysfakcji zostaje gorzkie pytanie: dlaczego znowu nie wyszło? Bywa, że odpowiedź nie kryje się w nogach ani w płucach, tylko w głowie, której nikt nie przygotował do tego wysiłku.

Na początku biegowej drogi postępy przychodzą szybko. Jeśli trenujesz rozsądnie, według sensownego planu, wyniki potrafią szybować, a każdy nowy rekord napędza do dalszej pracy. Problem w tym, że ta krzywa wcześniej czy później się wypłaszcza. Życiówki przestają padać na każdym biegu, a stagnacja, która z początku wygląda na chwilowy przestój, czasem ciągnie się miesiącami, a bywa, że i latami. I właśnie wtedy warto zadać sobie pytanie, czy ograniczeniem nie jest przypadkiem własna psychika.

Głowa, która pracuje przeciwko tobie

Wyobraź sobie prosty eksperyment. Dostajesz trzy piłki tenisowe i pięć minut na opanowanie żonglerki. Po tym czasie ktoś każe ci pokazać, co potrafisz, a tobie idzie kiepsko. Obserwator macha ręką, stwierdza, że nic z tego nie będzie, i wychodzi. Ćwiczysz dalej kilka minut sam i nagle wykonujesz kilka ruchów bezbłędnie. Wołasz tę osobę z powrotem, a pod jej okiem znowu się sypie.

Twoje umiejętności w ciągu tych paru minut się nie zmieniły. Liczba widzów też nie powinna mieć znaczenia. A jednak głowa potrafi zrobić z biegacza takiego żartu, że to, co świetnie wychodzi na treningu, rozsypuje się na zawodach przy pełnych trybunach. Cała sztuka polega na tym, żeby umysł zaczął pracować dla ciebie, a nie przeciwko tobie. Dochodzi się do tego treningiem mentalnym, a ten opiera się na trzech filarach.

1. Zaufanie

Trening mentalny ma swoich zwolenników i sceptyków. Ci drudzy zwykle nie uważają go za coś szkodliwego, po prostu nie wierzą, że działa. I tu tkwi sedno sprawy, bo żeby taka praca przyniosła efekt, trzeba się jej poddać z zaufaniem. Dokładnie tak samo, jak ufasz swojemu planowi treningowemu, musisz zaufać ćwiczeniom umysłu.

Na początku możesz czuć się dziwnie i to jest zupełnie normalne. Zamiast z tym walczyć, lepiej od razu to zaakceptować. Widok osoby, która przed biegiem mówi do własnych butów, faktycznie nie należy do codziennych, ale to nie powód, żeby z góry skreślać metodę.

Podobnie jest z relaksacją. Niejeden na hasło „wycisz się i weź głęboki oddech” reaguje śmiechem. Zdarza się sportowiec, któremu oswojenie się z samym sobą zajmuje dobre dziesięć minut, zanim w ogóle przestanie traktować to jako bzdurę. Dopiero kiedy się wyśmieje do końca, zaczyna dostrzegać, że wsłuchanie się w siebie nie jest ani głupie, ani wstydliwe, i sam zaczyna stosować trening relaksacyjny.

2. Cierpliwość

Nie ma co liczyć, że jedno podejście do treningu mentalnego sprawi, że życiówki posypią się jak grom z jasnego nieba. To wymaga czasu, podobnie jak każda inna umiejętność, na której nam zależy. Część sportowców przychodzi na pierwsze spotkanie z nastawieniem jak do mechanika, oczekując, że ktoś szybko ich „naprawi”. Tymczasem trening psychiki to nie magiczna sztuczka, choć kilka ćwiczeń rzeczywiście potrafi przyspieszyć poprawę wyników.

Jest jeszcze różnica między wiedzą o treningu mentalnym a jego stosowaniem. Zdarza się, że ktoś po sesji wizualizacji zauważa postępy na treningach, ale na zawodach nadal nie osiąga tego, na co go stać. Zaskoczony pyta, co poszło nie tak. Wtedy pada pytanie zwrotne: ile krótkich wizualizacji wykonałeś przed treningami, tak jak było umówione? Odpowiedź często brzmi: ani jednej.

Praca nad głową, jak każdy trening i jak wszystko, na co warto pracować, wymaga dyscypliny. Nie chodzi o godziny spędzane na relaksacji ani o bezustanne wyobrażanie sobie najwyższego stopnia podium. Dobra wiadomość jest taka, że im więcej się w to angażujesz, tym mniej czasu ci to zajmuje.

Weźmy relaksację. Ktoś, kto nigdy jej nie ćwiczył, potrzebuje mniej więcej piętnastu do trzydziestu minut, żeby się naprawdę głęboko wyciszyć. Przy regularnym treningu w stan głębokiej relaksacji potrafi wejść w kilka sekund. To umiejętność, która przydaje się daleko poza bieżnią:

  • wracasz do domu po męczącym dniu, w którym szef był nie w humorze,
  • dzieci skaczą ci po głowie, a partner pilnie potrzebuje pomocy przy odzyskaniu ważnego pliku z laptopa,
  • zamykasz się na chwilę w pokoju, bierzesz dwa głębokie wdechy i myślami przenosisz się na pięć sekund w swoje ulubione miejsce relaksu,
  • wychodzisz odmieniony, odzyskujesz dokument, kładziesz dzieci spać i ruszasz na trasę.

Tempo dochodzenia do takich efektów jest sprawą bardzo indywidualną. Nic nie dzieje się samo, ale konsekwencja popłaca.

3. Analiza

Najnowsze badania pokazały, że to pesymizm i negatywne myślenie, na przykład zamartwianie się albo wątpienie we własne siły, są najważniejszymi czynnikami, które sprawiają, że biegacz zwalnia, nie kończy zaplanowanego treningu albo schodzi z trasy na zawodach. Czyli o końcowym wyniku często decyduje nie kondycja, lecz to, co dzieje się w głowie.

Pewnie nieraz słyszałeś, że twardym mentalnie albo się jest, albo nie, i tyle. To nieprawda. Twardości można się nauczyć i wytrenować ją jak mięśnie. Kluczem do utrzymania pozytywnego nastawienia jest umiejętność zmiany punktu widzenia na taki, który z każdej sytuacji pozwala wyciągnąć jakiś wniosek.

Dobrze ilustruje to historia siedmioboistki, której wyniki przez rok stale leciały w dół, daleko od jej życiówek. Była załamana, bo każdy kolejny trening i każdy start tylko utwierdzał ją w przekonaniu, że jest do niczego i wszystko robi źle. Klucz tkwił w jednym pytaniu: co właściwie znaczy „wszystko” i dlaczego akurat „źle”? Bo kiedy zaczynasz rozkładać takie ogólne, czarne oceny na konkrety, okazuje się, że obok rzeczy do poprawy zawsze jest coś, co zadziałało, i to właśnie z tego buduje się dalsze postępy.

Zacznij myśleć po swojej stronie

Forma w nogach to dopiero połowa sukcesu. Druga połowa rozgrywa się między uszami i o niej łatwo zapomnieć, kiedy cały wysiłek wkłada się w kilometry i diety. Zaufanie do metody, cierpliwość w jej stosowaniu i uczciwa analiza własnych myśli to trzy narzędzia, które sprawiają, że głowa przestaje sabotować i zaczyna pomagać. A wtedy żonglowanie wychodzi nawet przy pełnym stadionie kibiców, bo twoje umiejętności i tak nie zależą od tego, kto patrzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You May Also Like