Gdy formą biegacza zaczyna sterować wyszukiwarka, łatwo skończyć z planem skrojonym dla kogoś zupełnie innego. Internetowe recepty przypominają trochę grę w statki: zanim trafisz w to, co działa na Ciebie, najpierw spudłujesz kilka razy. Jeśli nie chcesz, by Twoje postępy zależały od przypadku, warto rozważyć współpracę z trenerem — kimś, kto poprowadzi przygotowania zamiast Ciebie.
Kiedy biegaczowi przydaje się trener
Sygnały, że pora poszukać szkoleniowca, bywają bardzo różne. Czasem to frustracja: kończysz kolejny sezon z poczuciem, że nie wykorzystałeś swojego potencjału, brak progresu zaczyna doskwierać, a w głowie kilka razy w roku pojawia się pokusa, żeby rzucić bieganie w kąt. Bywa też odwrotnie — wszystko idzie gładko, ale na kolejny sezon stawiasz sobie ambitny cel i chcesz, żeby ktoś czuwał nad Twoim skokiem formy.
Są też amatorzy z ogromnymi pokładami energii, którzy harują na treningach do upadłego, a mimo to nie widzą satysfakcjonujących efektów. Dla części osób trener okazuje się też lekarstwem na słabnącą motywację. Niektórym łatwiej się zmobilizować, kiedy mają nad sobą kogoś, kto wymaga.
Dwie grupy biegaczy, które szukają pomocy
Trenerzy pracujący z amatorami zwracają uwagę, że po wsparcie zgłaszają się głównie dwa typy biegaczy. Pierwszy to osoby na samym początku drogi.
- Początkujący — potrzebują podstaw: poprawnej techniki biegu, właściwego doboru ćwiczeń oraz wiedzy, jak rozplanować treningi i gdzie włożyć więcej zaangażowania.
- Doświadczeni samoucy — mają już sporo przebiegniętych kilometrów i niejeden start na koncie. Szukają nowego bodźca, który pozwoli im wejść na wyższy poziom. Często są tak rozpędzeni, że trzeba ich raczej hamować i mądrze pokierować ich energią — dają z siebie wszystko, ale to nie przekłada się na wyniki.
Spostrzeżenia te zgodnie potwierdzają trenerzy z doświadczeniem w pracy z amatorami, m.in. olimpijczyk z Aten Piotr Kędzia z Olimpijskiej Akademii Biegania oraz Jacek Urbanowicz, który prowadzi amatorów od lat, obecnie w ProRun Wrocław.
Co realnie daje trening pod okiem trenera
Najważniejsza różnica między bieganiem „po swojemu” — w oparciu o plany z książek i z sieci — a treningiem z trenerem to personalizacja. Plan od szkoleniowca jest dopasowany do Twoich możliwości i potrzeb, a do tego elastyczny: zmienia się wraz z Twoją sytuacją życiową.
Dobry trener daje też coś więcej niż samą listę jednostek treningowych:
- studzi zbyt wygórowane oczekiwania, żeby plan był realny do zrealizowania;
- zwraca uwagę na rzeczy, które biegacze często lekceważą — ćwiczenia ogólnorozwojowe, technikę biegu i bezpieczne bieganie;
- układa różnorodny trening obejmujący pracę nad szybkością, wytrzymałością i siłą, dzięki czemu zajęcia są ciekawsze i skuteczniejsze.
Efekty potrafią być wymierne. Michał Nowak, podopieczny Michała i Anety Kaczmarków, poprawił swoją życiówkę w maratonie o ponad 30 minut — i, jak podkreśla, czuł, że treningi były dobrane do jego umiejętności.
Kto w Polsce może być trenerem biegania
Skoro trener brzmi rozsądnie, warto wiedzieć, kto właściwie kryje się za hasłem „trener biegania” w ogłoszeniach. Odpowiedź bywa zaskakująca: niemal każdy.
Jak tłumaczy mecenas Tomasz Dauerman, specjalista od prawa sportowego, trenerem lub instruktorem sportu może zostać osoba, która:
- ukończyła 18 lat;
- ma co najmniej wykształcenie średnie;
- dysponuje wiedzą, doświadczeniem i umiejętnościami niezbędnymi do tej pracy;
- nie była prawomocnie skazana za jedno z umyślnych przestępstw wskazanych w ustawie o sporcie.
Jeśli ktoś działa pod egidą Polskiego Związku Lekkiej Atletyki, musi dodatkowo ukończyć kursy organizowane i akceptowane przez związek. Problem w tym, że trenowanie amatorów odbywa się poza strukturami związku — a tam, jak wyjaśnia prawnik, panuje praktycznie pełna swoboda. Działalność taką można prowadzić niezależnie od jakichkolwiek prawnych kryteriów, więc każdy może otworzyć szkółkę w danej dyscyplinie bez uprawnień czy potwierdzenia wiedzy i doświadczenia. Słabych trenerów ma weryfikować rynek — tyle że mało kto chce być króliczkiem doświadczalnym i sprawdzać na własnej skórze, czy metody danego szkoleniowca w ogóle działają.
Trener to coś więcej niż kopiowanie planu z podręcznika
Najgorsi w tym fachu są ci, którzy uważają, że rola trenera sprowadza się do przepisania programu z podręcznika i egzekwowania, by zawodnik odhaczył go od A do Z. W rzeczywistości to zadanie znacznie bardziej złożone.
Jak zauważa Piotr Kędzia, dobry szkoleniowiec buduje relację trener — zawodnik, a nie trener — klient. Bywa raz nauczycielem wychowania fizycznego, innym razem psychologiem, fizjoterapeutą albo dietetykiem. To zajęcie, które wymaga sporej umiejętności odczytania potrzeb biegacza — a te potrafią być bardzo różne:
- jedni marzą o życiówkach;
- inni chcą nauczyć się biegać bez kontuzji;
- kolejni szukają treningu w grupie;
- są tacy, którzy chcą zgubić zbędne kilogramy;
- a część po prostu pragnie aktywnie spędzić czas.
Sama umowa z trenerem zwiększa mobilizację. Zdarzają się też biegacze, którym wystarczy doraźna pomoc — po konsultacji na jednym treningu stwierdzają, że dalej poradzą sobie sami. Znalezienie odpowiedniego fachowca przypomina trochę szukanie idealnej pary butów: gdy już trafisz na te właściwe, nie chcesz się z nimi rozstawać.
Jak wybrać dobrego trenera
Od czasu „uwolnienia” tego zawodu ogłoszeń przybyło lawinowo. Zamieszczają je byli i obecni wyczynowcy, w tym takie nazwiska jak Radosław Dudycz, Radosław Kłeczek czy Małgorzata Sobańska. Pojawiają się też amatorzy, którzy własnymi siłami osiągnęli dobre wyniki i chcą podzielić się swoją metodą, a do tego trenerzy personalni z siłowni, przekonujący, że znają się nie tylko na ciężarach.
Warto jednak pamiętać, że dyplom uczelni, życiówka w maratonie bliska rekordowi Polski czy świetna prezencja same w sobie nie czynią z nikogo dobrego trenera amatorów. To atuty, ale liczą się również inne cechy:
- komunikatywność — trener musi potrafić wyłożyć swoją wiedzę w przystępny sposób;
- umiejętność odczytania potrzeb — bo każdy biegacz przychodzi z innym celem;
- realne podejście do planu — zamiast jednego szablonu dla wszystkich.
Pomocnym narzędziem przy wyborze jest strona internetowa szkoleniowca — większość trenerów ją prowadzi i służy ona za wizytówkę. Nie oceniaj jednak wyłącznie szaty graficznej. Wczytaj się w to, co naprawdę o sobie pisze i jakie podejście do treningu prezentuje. To często powie Ci o nim więcej niż efektowna grafika.




