Większość biegaczy amatorów nie wychodzi na trasę po pieniądze, miejsce na podium ani rozgłos. Zapisujemy się na biegi, opłacamy starty, trenujemy i dojeżdżamy na linię mety przede wszystkim po to, by przeżyć coś razem z biegową społecznością i zmierzyć się z innymi. Tyle że ten scenariusz pasuje tylko do części z nas. Jeśli rywalizacja Cię nie kręci, a sama myśl o płaceniu za przebiegnięcie kilku kilometrów wydaje Ci się dziwna, to wciąż jesteś pełnoprawnym biegaczem.
Zapytaj trenera albo psychologa sportu, jak najskuteczniej zmusić się do regularnych treningów, a usłyszysz to samo: zapisz się na zawody. Konkretna data w kalendarzu nadaje treningom sens i bywa najmocniejszym argumentem, żeby wyjść z domu, kiedy wszystko inne zniechęca. Problem w tym, że nie każdy chce obchodzić te biegowe święta. Na szczęście da się utrzymać i formę, i napęd zupełnie poza strefą startową.
Nie każdy musi lubić linię startu
Zwolennicy startów lubią pytać: skąd wiesz, że Ci się to nie podoba, skoro nie spróbowałeś? Sęk w tym, że spora część biegaczy unikających zawodów już raz posmakowała tej atmosfery i pożegnała się z nią słowami „nigdy więcej”. Patrzenie na bieganie przez pryzmat czasu i tempa to dla wielu amatorów zupełnie nowe, a czasem wręcz nieprzyjemne doświadczenie. Dobra wiadomość jest taka, że jeden kompletnie nieudany start nie musi obrzydzić Ci samego biegania.
Pokonywanie kolejnych kilometrów bez celu wyznaczonego przez organizatora wcale nie jest pozbawione sensu. Jeżeli wynik na mecie nie oddaje tego, ile radości daje Ci ten sport, być może po prostu nie potrzebujesz numeru startowego. Łatwo to rozpoznać: jeśli irytują Cię nieustanne pytania o rekordy, dystanse i medale, a wolisz opowiadać o samopoczuciu, wrażeniach i miejscach, w których biegasz, prawdopodobnie nie jesteś typem zawodnika. I dobrze.
Gdy potraktujesz trening jako źródło energii, zabawy i przygody, Twoje zapotrzebowanie na medale i kolejne imprezy masowe samo zacznie maleć. Zamiast zapisywać się na siłę na bieg, warto wyznaczać sobie inne cele:
- bieganie po trudniejszym, bardziej wymagającym terenie,
- dołączenie do grupy biegowej i znalezienie towarzystwa,
- odkrywanie nowych ścieżek i tras,
- stopniowe wydłużanie dystansu.
Każde takie osiągnięcie z biegowej codzienności zasługuje na oklaski i na własny, prywatny medal.
Przyda Ci się: wewnętrzna motywacja
To najtrwalszy i najpewniejszy napęd do codziennych treningów. Biegaj dla siebie i czerp przyjemność z samego ruchu. Wspinanie się w rankingu swojej grupy wiekowej czy złamanie życiówki też potrafią motywować, ale działają krótkoterminowo. Puchar na półce i pęk medali na ścianie nie dadzą Ci gwarancji, że pozostaniesz aktywnym biegaczem do późnej starości.
Dlatego warto sobie uświadomić, za co naprawdę cenisz bieganie. Powodów bywa wiele:
- rozładowanie stresu,
- kontrola wagi,
- ogólna sprawność fizyczna,
- czas tylko dla siebie i na przemyślenia,
- okazja do rozmów ze znajomymi,
- kontakt z naturą.
Kiedy nazwiesz to, co realnie Cię napędza, zaczniesz cieszyć się każdym biegiem, a nie tylko tym, że zbliża Cię on do następnego startu w sezonie. Jeśli brakuje Ci bodźca, dobrym rozwiązaniem bywa biegowy partner. Badania pokazują, że najlepiej, gdy jest on odrobinę szybszy od Ciebie.
Trening dla samego treningu
Nie masz nic przeciwko zawodom, ale ich koszt przekracza Twoje możliwości? To zrozumiałe. W przeciwieństwie do siłowni, basenu czy hali, biegać możesz za darmo, więc opłaty startowe bywają po prostu wyrzucaniem pieniędzy. Rezygnacja z oficjalnych biegów nie czyni z nikogo bezcelowo wałęsającego się człowieka w dresie. Stajesz się po prostu rywalem dla samego siebie, a to godny przeciwnik.
To, że nie odpowiada Ci przemieszczanie się w tłumie, nie znaczy, że nie możesz przygotowywać się jak zawodnik. Jeśli lubisz trzymać się planu, regularnie zwiększać dystans i obserwować postępy, nie musisz w tym celu zapisywać się na bieg. Zamiast użerać się z formalnościami i nerwami przed wystrzałem startera, w spokoju przydomowego parku możesz podejmować własne wyzwania: pracować nad szybkością, siłą i długimi wybieganiami. Nawet jeśli ich efektów nigdy nie sprawdzisz na zawodach.
Przyda Ci się: dobry plan treningowy
Nadaj swoim treningom konkretne cele, tak by każda jednostka miała swoją rolę:
- jeden trening przeznacz na spokojne wybieganie,
- inny na podbiegi,
- kolejny na pracę nad siłą,
- jeszcze inny na integrację ze znajomymi biegaczami.
Każdy z nich da Ci określoną korzyść, która zadziała jak marchewka, dokładnie tak samo jak medal na mecie.
Bez presji i bez bólu
Przetrenowanie i kontuzje to częsty problem biegaczy nastawionych na rywalizację. Gdy na horyzoncie cały czas majaczy data zawodów, trudniej o pełny odpoczynek i o zwolnienie tempa wtedy, kiedy domagają się tego obolałe mięśnie. Odpuszczenie startów daje Ci wolną rękę: treningi dopasowujesz do samopoczucia, do tego, ile masz czasu i jak czuje się Twoje ciało. Nastawienie na długofalowe korzyści z biegania, a nie na coraz dłuższe biegi, realnie obniża ryzyko urazów.
Przyda Ci się: zdrowa ambicja
Staraj się być najlepszym biegaczem, na jakiego Cię stać, ale w granicach własnych możliwości. Nawet jeśli szczytem Twoich osiągnięć zostanie nieoficjalne mistrzostwo osiedla, dawaj z siebie wszystko, tyle że bez presji. A jeśli mimo wszystko masz na celowniku jakiś bieg i poczujesz, że stara kontuzja znów daje o sobie znać, wycofaj się bez żalu.
Kiedy zatęsknisz za odrobiną rywalizacji albo wsparcia, znajdziesz je w grupie biegowej. W bonusie dostaniesz wskazówki trenera oraz najświeższe wieści i plotki z imprez, na których sam nie bywasz.





